
Wróciliśmy do domu z Polski, gdzie spędziliśmy dwutygodniowy urlop. Po 25-godzinnej, nieprzerwanej podróży samochodem w końcu dotarliśmy do domu. Byłam zszokowana, jak bardzo wszystko w ogrodzie było przesuszone. Trawa była żółta i pokryta liśćmi z rosnących wokół lip, a kwiaty całkowicie uschły. W jednej chwili pomyślałam sobie: „Jest TAK DUŻO do zrobienia!” There is SO much work to do!
Rozpakowaliśmy samochód, podlaliśmy ogród i poszliśmy spać.
Następnego dnia pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam, był bałagan ubrań, książek, klocków Lego, zabawek i różnorakich rzeczy, które przywieźliśmy z Polski. Zauważyłam też wszystko to, co wciąż nie zostało dokończone w naszym domu podczas remontu, a do tego musiałam ugotować obiad, wrócić do naszej codziennej rutyny - i mój umysł oszalał!
Jednakże w jednej chwili przebudziłam się i dostrzegłam, co się dzieje.
„Och, mój drogi umyśle! Co ty robisz? Doprowadzasz się do szaleństwa! Chcesz, żeby wszystko było inne niż jest i myślisz, że dopiero wtedy będziesz szczęśliwy!”
Poczułam ogromną ulgę i uśmiechnęłam się do siebie, rozpoznając ten schemat nie osądzając go. Zamiast tego rozluźniłam się. Zaczęłam brać głębsze oddechy i przypomniałam sobie: „Nie jestem tutaj po to, żeby ciągle wszystko naprawiać. Jestem tutaj, żeby po prostu być.
I pozwoliłam sobie być.
Robiąc jedną rzecz na raz.
Ciesząc się nią.
Od tamtego dnia jestem bardziej obecna niż kiedykolwiek wcześniej. To niezwykle odprężające dla ciała. Życie się nie zmieniło, ale zmienił się sposób, w jaki go doświadczam.
Czy zauważyłaś kiedyś, że Twój umysł przekonuje Cię, że wszystko musi być zrobione, zanim naprawdę będziesz mogła odpocząć?