
Właśnie skończyliśmy jeść drugie śniadanie. Spojrzałam na bałagan na blacie kuchennym i powiedziałam do dzieci:
— Pomożecie mi posprzątać? Zrobiłam hummus i pastę z bakłażana i po prostu czuję, że to za dużo, żeby samej ogarnąć cały ten bałagan.
— Ale mama, już się męczysz mówiąc to, bo myślisz o przyszłości — powiedział mój 12-letni syn. Po czym dodał: — Ja po prostu patrzę na ten bałagan i wiem, że muszę go posprzątać, tak jak robimy to codziennie, i tyle! To zajmuje tylko kilka sekund.
Aż opadła mi szczęka, kiedy usłyszałam taką mądrość z jego ust. Bo to prawda! Kiedy nie wybiegamy myślami do przodu, nie męczymy się, nie frustrujemy i nie czujemy się przytłoczeni. Po prostu akceptujemy to, co trzeba zrobić w danym momencie. I przechodzimy do kolejnej chwili, a potem do następnej i następnej… nie tracąc przy tym naszej cennej energii.